Zwierzę uznawane za „najbrzydsze na świecie” wcale nie musi być zdeformowane ani chore. Najczęściej chodzi o gatunek, który poza swoim naturalnym środowiskiem wygląda po prostu dziwnie, a dokładniej – o blobfisha, czyli rybę z głębin znaną w Polsce jako psychrolutes marcidus. To właśnie ona najczęściej wygrywa nieoficjalne rankingi brzydoty, choć w wodzie wygląda zupełnie inaczej niż na słynnych zdjęciach.
Skąd wziął się tytuł „najbrzydszego zwierzęcia”?
Internet lubi proste etykiety, a ta przykleiła się do blobfisha wyjątkowo mocno. Zdjęcie różowej, jakby rozpływającej się ryby z kwaśnym „wyrazem twarzy” obiegło media na całym świecie i szybko zaczęło żyć własnym życiem.
Problem w tym, że taki wygląd nie pokazuje zwierzęcia w jego normalnych warunkach. Blobfish żyje na dużych głębokościach u wybrzeży Australii, Tasmanii i Nowej Zelandii, gdzie panuje ogromne ciśnienie. Po wydobyciu na powierzchnię ciało traci swój kształt, dlatego na zdjęciach wygląda jak smutna galareta.
Najbardziej znana fotografia blobfisha pokazuje rybę już po wyciągnięciu z głębin. To trochę tak, jakby oceniać wygląd balonu po spuszczeniu z niego powietrza.
Blobfish: brzydki czy po prostu źle sfotografowany?
Dlaczego na powierzchni wygląda tak dziwnie?
Blobfish nie ma typowego, zwartego ciała jak tuńczyk czy dorsz. Jego tkanki są miękkie i mniej gęste niż woda, co pomaga utrzymywać się nad dnem bez dużego wydatku energii. W głębinach to bardzo praktyczne rozwiązanie.
Na głębokości kilkuset metrów ciśnienie jest wielokrotnie większe niż przy powierzchni. W takich warunkach ciało tej ryby zachowuje właściwy kształt. Po gwałtownym wydobyciu wszystko się zmienia: tkanki tracą podparcie, a pyszczek i głowa zaczynają wyglądać karykaturalnie.
To właśnie dlatego zdjęcia z sieci rybackich są mylące. Nie pokazują „prawdziwej twarzy” blobfisha, tylko efekt działania zupełnie innych warunków fizycznych. Mówiąc wprost: ta ryba nie została stworzona do sesji zdjęciowych na pokładzie kutra.
W naturalnym środowisku blobfish przypomina raczej zwykłą, choć mało efektowną rybę denną. Nadal nie jest kandydatem na okładkę magazynu przyrodniczego, ale nie wygląda aż tak szokująco jak na słynnych fotografiach.
Jak naprawdę żyje blobfish?
To ryba głębinowa, spotykana zwykle na głębokości od około 600 do 1200 metrów. Na takim poziomie światło prawie nie dociera, temperatura jest niska, a jedzenia nie ma w nadmiarze. Właśnie dlatego organizm blobfisha działa oszczędnie.
Zamiast aktywnie polować, blobfish raczej czeka na to, co da się łatwo zjeść. Jego dieta obejmuje drobne skorupiaki, mięczaki i inne małe organizmy denne. Nie jest szybkim drapieżnikiem; bardziej przypomina cierpliwego zbieracza, który wykorzystuje to, co przyniesie środowisko.
- Środowisko: głębokie wody przy dnie
- Budowa: miękkie ciało, mało zwarte tkanki
- Strategia życia: oszczędzanie energii
- Pożywienie: małe bezkręgowce i organizmy denne
To ważny punkt, bo „dziwny” wygląd blobfisha nie jest błędem natury. To po prostu efekt przystosowania do miejsca, w którym większość zwierząt lądowych i płytkowodnych nie miałaby szans przetrwać.
Czy są zwierzęta, które uchodzą za jeszcze brzydsze?
Najczęściej wymieniani konkurenci
Blobfish jest numerem jeden głównie dlatego, że stał się memem. W rankingach „najbrzydszych zwierząt” regularnie pojawiają się jednak także inne gatunki, często równie mocno niezrozumiane.
Golec piaskowy to klasyczny przykład. Niemal bezwłosy gryzoń, z pomarszczoną skórą i dużymi siekaczami, dla wielu wygląda jak biologiczny żart. A jednak to jedno z najbardziej niezwykłych zwierząt świata: żyje w koloniach, świetnie radzi sobie pod ziemią i ma imponującą odporność na niedobór tlenu.
Aye-aye, czyli palczak madagaskarski, też budzi mieszane reakcje. Wielkie oczy, długie palce i nietypowy pyszczek sprawiają, że bywa opisywany jako „upiorny”. Tyle że ten wygląd ma sens – cienki, wydłużony palec pomaga wyciągać larwy z drewna.
Na liście trafiają się też sęp płowy, żabnica, niektóre nietoperze czy ryby denne. Wspólny mianownik jest prosty: ludzie za brzydkie uznają zwykle to, co odbiega od znanych wzorców, zwłaszcza od cech kojarzonych z „sympatycznym” zwierzęciem.
Większość „brzydkich” zwierząt wygląda tak z bardzo konkretnego powodu: ich ciało zostało dopasowane do zadania, a nie do ludzkiego poczucia estetyki.
Dlaczego w ogóle ocenia się zwierzęta przez pryzmat wyglądu?
To odruch całkiem ludzki. Łatwiej polubić pandę, fokę albo lisa polarnego niż stworzenie bez futra, z łysą skórą albo wyłupiastymi oczami. Symetria, duże oczy i „miękkie” rysy automatycznie budzą przyjazne skojarzenia.
W przyrodzie taki sposób patrzenia niewiele jednak znaczy. Zwierzę nie ma być ładne dla obserwatora, tylko skuteczne w swoim środowisku. Jeśli ciało pomaga zdobyć pożywienie, ukryć się przed drapieżnikiem albo znieść ekstremalne warunki, to spełnia swoją rolę idealnie.
To zresztą jeden z ciekawszych powodów, by interesować się mniej efektownymi gatunkami. Często właśnie one najlepiej pokazują, jak działa ewolucja: bez upiększania, za to bardzo konkretnie.
„Najbrzydsze zwierzę” a ochrona gatunków
Paradoksalnie taki tytuł może pomagać. Blobfish zyskał ogromną rozpoznawalność i stał się symbolem zwierząt, które nie są „słodkie”, ale również potrzebują ochrony. To ważne, bo wiele kampanii przyrodniczych skupia się głównie na gatunkach łatwych do pokochania od pierwszego spojrzenia.
Gatunki głębinowe, denne i mało znane są narażone między innymi na skutki połowów dennech i zmian środowiskowych. Nie trafiają na plakaty tak często jak tygrysy czy delfiny, a przecież też pełnią swoją rolę w ekosystemie.
- Rozpoznawalność zwiększa zainteresowanie gatunkiem.
- Zainteresowanie ułatwia mówienie o zagrożeniach.
- Wiedza zmienia podejście: z „ale paskudne” na „ciekawe, jak to działa”.
Które zwierzę jest naprawdę najbrzydsze?
Jeśli trzymać się popularnej opinii, odpowiedź brzmi: blobfish. To właśnie on najczęściej pojawia się jako „najbrzydsze zwierzę świata” i trudno z tym internetowym werdyktem dyskutować, bo zdjęcie zrobiło swoje.
Jeśli jednak spojrzeć uczciwie, sprawa nie jest taka prosta. Blobfish nie jest z natury potwornie brzydki – po prostu fatalnie znosi spotkanie z powierzchnią i aparatem. W praktyce bardziej pasuje określenie: jedno z najbardziej pechowo sfotografowanych zwierząt świata.
I może właśnie to jest w tym temacie najciekawsze. Za etykietą „najbrzydsze” kryje się zwierzę świetnie przystosowane do życia tam, gdzie warunki są skrajne. A to robi dużo większe wrażenie niż sam wygląd.
